Strona Główna
   Książki
 Recenzje
 Autorzy
 Biografie
 Nowości i zapowiedzi
 E-books
 Felietony
 Konkursy
 Wywiady
   Zarejestruj się
 Dodaj materiał
   Redakcja
 Linki
 Współpraca
 Partnerzy
  • Wyszukiwarka

  • Polecamy
    Najlepsze strony o literaturze

  •  
     

    Adam Sumiński



    Data: 20-11-2006 19:53:28
    Rozmawiał(a): Olga Mazurek

    Adam Sumiński

    IIK: „Efemeryda” to Pana pierwsza książka, Pański debiut. Wcześniej ukazały się publikacje jej fragmentów w Magazynie Materiałów Literackich Cegła. Czy trudno było przekonać pewnie sporą rzeszę ludzi do wydania „Efemerydy”?

    A.S.: Przekonanie kogokolwiek, żeby zainwestował pieniądze w druk książki którą napisał ktoś zupełnie nieznany jest zawsze bardzo trudne. Ale nie jest to niemożliwe, i trzeba próbować. Jack London wysyłał swoje utwory do 600 magazynów, gazet i wydawnictw zanim został opublikowany. Ja może do 30 – 40. Więc miałem szczęście :-)
    Dobrą stroną bycia pisarzem jest to, że wystarczy przekonać kilka osób, od których coś zależy. Nie potrzeba się podobać całemu światu. Zresztą, to i tak niemożliwe.

    IIK: Uważam, że w odbiorze rzeczywistości to jest najpiękniejsze, że każdy ma jej własny obraz, że każdy inaczej ją odczytuje. Czasem jednak brak zrozumienia wśród innych tego obrazu. Czy odważne i dość naturalistyczne spojrzenie na sprawy seksu nie będzie przerażać czytelnika?

    A.S.: Mam nadzieję, że nie. Ale przecież nie powinno się pisać „pod publikę”. Pisać trzeba tak, jak się czuje, a ludzie czują te rzeczy inaczej. Inny przykład: „Zwrotnik Raka” Millera był w Stanach zakazany prawie trzydzieści lat. Dzisiaj mówi się o tej książce jako o klasyku, ale do lat sześćdziesiątych uważano ją za pornografię. Ci, którzy tworzą rzeczy „inne”, przebijają się po prostu później. Jako artysta trzeba być pewnym tego, co się tworzy – albo przynajmniej tego, co chce się wyrazić w swojej książce. I nie powinno to być uzależnione od sposobu, w jaki odbierają tę książkę inni.

    Wydaje mi się, że seks w „Efemerydzie” jest po prostu taki, jaki naprawdę jest. Zgadza się, że czasami jest trochę „ostry”. Ale tak naprawdę książka nie jest o seksie, tylko o miłości. I jeszcze o całej masie innych rzeczy – ale nie o seksie. Jest o życiu – a w życiu jest seks... ale nie on jest najważniejszy. Chociaż bez niego życie byłoby znacznie nudniejsze :-)

    IIK: Jakie wydarzenie w Pana życiorysie skłoniło do pisania i potrzeby wydania tego, co Pan napisał?

    A.S.: Do pewnego stopnia wszystkie książki są „autobiograficzne”, bo wszyscy jesteśmy produktem naszego życia, prawda? Ale co wydarzyło się naprawdę, a co jest fantazją powinno chyba zostać tajemnicą... Powiedzieć mogę tylko tyle, że prawie każdy z nas przeżył tę pierwszą, czystą, wielką miłość. I o niej jest „Efemeryda”.

    IIK: Pisząc artysta często zakłada dla kogo dane dzieło jest przeznaczone – do szuflady czy do publikacji, dla mężczyzn dla kobiet? Czy „Efemeryda” posiada konkretnego adresata?

    A.S.: Nie. Mam znajomego, który twierdzi, że pisanie to gra o wieczność. Znajomy ten jest filozofem, a od czasu do czasu pisarzem. (Wszyscy tylko od czasu do czasu jesteśmy artystami, prawda?) I pewnie ma rację. Nie piszę dla konkretnych osób czy grup osób. Nie chodzi nawet o to, żeby książka obroniła się teraz. Chodzi o to, żeby obroniła się w przyszłości. Żeby przetrwała.

    IIK: Książki nie powinno oceniać się po okładce, ale prawda jest taka, że wśród takiego natłoku woluminów, okładka pozwala zwrócić uwagę na konkretną pozycję literacką. Mnie osobiście okładka zachwyciła. Skąd się wziął pomysł na okładkę? Jak długo trwały prace nad nią?

    A.S.: Praca nad okładką zajęła chyba około miesiąca. Ilustrację zrobił pan Tomasz Barczyk, artysta grafik z Torunia. Od samego początku prosiłem go o coś podobnego do Klimta albo Muchy. Sugerowałem też, że powinna być kobieta – może nawet i kobieta, i mężczyzna. Ale to on stworzył ilustrację – i prawdę mówiąc zaskoczył mnie jej jakością. Nie mówiąc już o tym, że – nie czytając książki – namalował coś, co dokładnie oddaje ducha „Efemerydy”. Jego okładka jest genialna. Podkreśla piękno i ulotność życia, a o to właśnie chodziło...

    IIK: W życiu zajmował się Pan różnymi zajęciami, które nie maja wiele wspólnego z pisaniem, np. był Pan ogrodnikiem. Czego te zajęcia Pana nauczyły?

    A.S.: Żyje się tylko raz, prawda? Wyjechałem z Polski po to, żeby coś przeżyć. (Być może za dużo naczytałem się Alfreda Szklarskiego, Jacka Londona, Conrada i Hemingwaya.) Pewnie zabrzmi to kiczowato, ale wyjechałem po to, żeby się sprawdzić. Żeby się przekonać, czy przetrwam. Czułem, że pozostając w Polsce będę musiał żyć tak jak inni, to znaczy: skończyć studia, podjąć jakąś stałą pracę, ożenić się, mieć dzieci... Ale żeby być pisarzem, trzeba najpierw pożyć, prawda?

    To, czy akurat byłem ochroniarzem, robotnikiem, kamerzystą, taksówkarzem, ogrodnikiem, studentem czy profesorem nie ma tutaj większego znaczenia. Wykonywałem przeróżne zawody, aby przemieszczać się z miejsca na miejsce, z kontynentu na kontynent. Poznałem przy tym tysiące ludzi. Wszyscy oni zlewają się teraz w typy ludzi, o których piszę.

    IIK: Z krótkiej noty dotyczącej Pana życia można się dowiedzieć, że kończył Pan różne uczelnie, z tym że nie były to polskie uniwersytety. Jak to się stało, że może się Pan pochwalić dyplomami renomowanych uczelni zagranicznych?

    A.S.: Mieszkałem w Kalifornii, i postanowiłem pójść na studia w Berkeley ze względu na Londona (ktory był właśnie stamtąd), i na Miłosza, który wtedy jeszcze był tam profesorem. Zresztą studiowałem filozofię, a w Berkeley był jeden z najlepszych wydziałów filozofii na świecie. Miłosza co prawda spotkałem, ale okazało się, że był tam już tylko „profesorem emerytowanym”, tzn. że wykłady miewał tylko od czasu do czasu. Dzisiaj wiem, że pojechałem go szukać w Berkeley, podczas gdy on przeprowadzał się właśnie do Krakowa :-)

    Ale myślę, że filozofia jest świetną szkołą dla każdego początkującego pisarza. Później skończyłem szkołę filmową w San Francisco, co umożliwiło mi pracę w reklamie, w telewizji i w filmie.

    IIK: Dlaczego nie wróci Pan na stałe do Polski, tylko mieszka Pan w tak egzotycznych krajach? Czym one Pana urzekły?

    A.S.: Wcale nie zakładam, że nie wrócę. Ale z natury jestem obieżyświatem. Bardzo dobrze czuję się w nowych warunkach, w dziwnych krajach. Po prostu lubię to. Będąc kimś „obcym” można stać z boku i obserwować... a od tego chyba zaczyna się każda książka. Poza tym, świat jest za duży i wspaniały, żeby siedzieć w jednym miejscu. Nie mówiąc już o tym, że nie jestem pewien, czy to właśnie Polska jest „moim” krajem. Całe dorosłe życie spędziłem gdzie indziej. Z drugiej strony, Polska jest już tak innym – czyli dla mnie nowym – krajem, że może kiedyś wrócę :-)

    IIK: Czy we współczesnych realiach migających neonów reklam, kultury instant i sensacyjnych nagłówków tabloidów nie boi się Pan, że „Efemeryda” zagubi się? W jaki sposób promuje Pan swoją twórczość?

    A.S.: Prawdę mówiąc nie bardzo wiem, jak się promować. Ale największą radość sprawia i tak samo pisanie. Jeżeli książka się sprzeda to wspaniale, ale nie to jest najważniejsze. Chodzi o przyjemność pisania. Zresztą, do pewnego stopnia chyba nie mam wyboru: tzn. po prostu muszę pisać. Bo bez tego moje życie nie miałoby sensu. Pisałbym nawet wtedy, jeżeli nikt nigdy nie wydałby moich książek.

    IIK: Ponoć najtrudniej uczynić pierwszy krok. Pierwsza książka jest już dostępna w sprzedaży. Jakie dalsze plany Pan posiada?

    A.S.: Właśnie piszę następną. Powiedzieć mogę o niej tylko tyle, że trochę podobna jest do Odyseji. O wiele dłuższa i bardziej skomplikowana od „Efemerydy”...

    Adam Sumiński - Strona o autorze

  • Nowa recenzja
  • Lituma w Andach
    Lituma w Andach
    Mario Vargas Llosa
  • Polecamy
  • Księgarnia
  • Szybkie czytanie dla wytrwałych
    Paweł Sygnowski
    Szybkie czytanie dla wytrwałych
    29.95 zł
    KUP TERAZ!
  • Logowanie
  • Login: 
    Hasło: 
    Zarejestruj się
     
    Wszelkie prawa zastrzeżone. Internetowe Imperium Książki © 2002 - 2010
    Serwis monitorowany przez: statystyki www stat.pl ^^^
    teatr warszawa