|
Stylizowana na dziennik książka „Muchy w zupie i inne dramaty” należy do osiągających rekordy popularności zabawnych, niewymagających pozycji, w których narratorka (rzadziej narrator) autoironicznie i z humorem przedstawia te elementy życia, którymi z reguły nikt się nie chwali, a które najczęściej pomijają milczeniem twórcy wielkiej prozy obyczajowej. Książka Żurakowskiej to zapis powszednich dni przeciętnej kobiety, jej męża, psa i trójki niesfornych, choć nieodbiegających od współczesnych standardów dzieci. Wydarzeń, które codziennie przydarzają się każdemu z nas, pozornie nudnych i notowania niewartych, a jednak arcyzabawnych, bo w codziennych wpadkach narratorka dostrzega duży ładunek komizmu. Śmieje się więc z siebie i innych, z dystansem podchodząc do życiowych burz i niepokojów. Humor zawiera się również w języku książki – rodzinka narratorki w krótkich, skondensowanych zdaniach przedstawia skomplikowane najczęściej codzienne sytuacje. Niemal jak Fredro, którego bohaterowie potrafili przerzucać się równoważnikami zdań, by w ten sposób pokłócić się, pogodzić, oświadczyć czy wyznać miłość i po chwili dostać kosza.
Same notatki składające się na „Muchy…” również są bardzo krótkie. Z reguły na jednej stronie mieszczą się trzy – cztery zapiski informujące o tym, co dzieje się w domu bohaterów przez kolejne godziny dnia. A dzieją się rzeczy najzwyklejsze na świecie, w swojej zwyczajności jednak niezwykle skomplikowane. Bo życie, proszę państwa, wcale nie jest proste; bo życie to ciąg codziennych pułapek i niebezpieczeństw w postaci wystraszonego psa, dziecięcego kataru, spóźnionych pociągów, surowych nauczycielek, przypalonych szarlotek, niedźwiedzich kredek i czego tam jeszcze los nie przyniesie. Bo zwykły bigos zyskuje na cudowności, jeśli zmierzy i zważy się trud włożony w jego przygotowanie, nieprzespane przez konieczność mieszania kapuchy nocne godziny i emocje związane z możliwością przypalenia specjału. Wszystko, co dzieje się w życiu przeciętnej rodziny, może stać się tematem kolejnego dramatu, przyczyną euforii, wątkiem filmu przygodowego z elementami kryminalnymi. Może być, ale nie jest. Lata praktyki przyzwyczajają rodzinne stadko do codziennych burz i wichur, i pioruny ani błyskawice nie są w stanie wytrącić z równowagi (na dłużej) żadnego z jego członków. Poza tym nad wszystkim czuwa niezawodna i niezmordowana mama.
No właśnie. Mama, żona, przyjaciółka. Wszystko potrafi – czasem się pomyli, czasem coś przypali, ale suma summarum – rewelacyjnie daje sobie radę z życiowymi przeciwnościami. Gotuje, sprząta, robi zakupy, chodzi na wywiadówki, pracuje zawodowo, wyprowadza psa, dba o dom na działce, odrabia lekcje z córkami. Na niektórych filmach też tak potrafią. Roboty w rodzinie Jetsonów dawały sobie radę równie sprawnie. Niektóre matki. Te najbardziej zmęczone, z pochylonymi plecami. No pewnie, że przeciętna kobieta jest obarczona masą zajęć ponad siły. Ale jest oczywiste, że SĄ one ponad siły właśnie, więc nasza bohaterka nie ma prawa tak gładko sobie z nimi radzić. Nie ma prawa, bo wpakuje nas w kompleksy. Ona dała radę, a ja nie? Głupia babska duma każe zakasać rękawy i chwytać wiadro z wodą, żeby wyczyścić glazurę w łazience, wielką kapustę na bigos dla kochanej rodzinki gotowany nocą, bo dnia nie starczyło i z zamkniętymi oczami, bo żadna siła nie jest w stanie ich otworzyć po ośmiu godzinach pracy, dwóch godzinach transportu do i z przybytku pracodawcy, godziny spędzonej w kolejkach do kasy, drugiej na prasowaniu, kolejnej na usypianiu potomstwa itd. No i mamy matkę Polkę. Ideał, kurka wodna. A co, przepraszam bardzo, robi mąż? Otóż mąż wraca naburmuszony z pracy i pyta, czy jest coś do jedzenia.
Pani Autorko, ja poproszę o jeszcze jedną książkę o tej wspaniałej rodzinie. Ciąg dalszy, tom drugi, w którym bohaterka spędza dnie oglądając filmy, czytając książki i popijając swoją ulubioną herbatę. Wraca skonana z pracy do domu, gdzie mąż podaje obiad i ściera okruchy ze stołu. A na wywiadówkach to odważny mężczyzna kaja się za niepoprawnego syna – w końcu jest dzielny i wszystko wytrzyma. Potem wieczorem masując żonie stopy mówi „Nie wstawaj, ja przygotuję herbatę”. A dzieci? No cóż, same robią kanapki, same zmywają i przynoszą ze sklepu zakupy. Praca zespołowa to klucz do sukcesu!
Że to bajka? A kto powiedział, że mamy do czynienia z literaturą faktu.
Więcej o książce "Muchy w zupie i inne dramaty" Zobacz tę pozycję w księgarni Lideria |