|
O śmierci z przymrużeniem oka Opowieść o śmierci przedstawiona w sposób nieco… Hmm… Niestandardowy. Z bardzo mocnym przymrużeniem oka.
„Brudna robota” to fantastyka niemal słownikowa. W świecie rzeczywistym – konkretne miasto, konkretny czas - San Francisco początku XXI wieku – jako pełnoprawni mieszkańcy (piwnic wprawdzie) pojawiają się mroczne postaci rodem z mitologii celtyckiej. Kwestię pełnej zgodności ich zachowań ze starożytnym pierwowzorem pozostawię bez wnikliwszego badania – obawiam się, że mogła zostać potraktowana dość swobodnie. Nie to jednak jest istotne, bo czarne, krucze, żądne krwi postacie świetnie się sprawdzają jako bohaterowie powieści o śmierci. W jak najbardziej rzeczywistym San Francisco mają miejsce wydarzenia niewiarygodne i niewiele mające wspólnego z fizyką, medycyną czy co tam jeszcze ścisłego i z niepodważalnymi dowodami mogłoby nam przyjść do głowy. Nie - w „Brudnej robocie”, jak na słownikową powieść fantastyczną przystało, wydarzenia nie dają się wyjaśnić w sposób racjonalny. Podobnie jak nadnaturalne zdolności części bohaterów. Wszystko to po to, by podzielić się rozważaniami o zjawisku jak najbardziej naturalnym, choć mimo wieków rozważań, wciąż niezrozumiałym. O śmierci.
Książka Moore’a, choć jej temat przewodni nie należy do wesołych, od początku do końca naznaczona jest humorem. Momentami czarnym, to fakt, lecz wobec głównego tematu powieści nie powinno nas to dziwić. Ten humor to zarówno zabawne wydarzenia, jak i rozmowy bohaterów, które choć poważny temat z reguły poruszają, a sytuacje, w których się znajdują, są albo niezwykle niebezpieczne, albo przynajmniej bezbrzeżnie smutne, z reguły przerzucają się ciętymi i zabawnymi ripostami. Być może pisanie o śmierci z poczuciem humoru może stanowić przeciwwagę dla cierpiętniczych elegii wzmacniających żal? Być może żartobliwe podejście do śmiertelnie poważnej sprawy pozwala łatwiej tę sprawę zaakceptować? Moore, zdaje się, chciał śmierć nam (i sobie) przybliżyć, przyzwyczaić się (i nas) do niej. Pośmiał się z niej, ale pozostawił jej podstawową funkcję. Pozwolił, by zabierała kolejnych bohaterów. Bezpowrotnie. Ich rodzinom pozwalał żegnać się z odchodzącymi bliskimi i płakać, by potem z trudem układali sobie życie na nowo. I snuje domysły na temat tego, co dzieje się dalej z tymi, których nie ma. Posiłkuje się różnymi religiami, trochę się z nich podśmiewając. Ostatecznie jednak przedstawia je jako różne możliwości ciągu dalszego. Bo jakiś dalszy ciąg z pewnością jest. Może wędrówka dusz, może zbawienie i zmartwychwstanie, ale na pewno coś. Możliwości jest zbyt dużo. Nie ma szansy na wieczność jako pustkę.
Powieść Moore’a napisana prostym językiem to jednocześnie niewymagające czytadło i pełna ciepła i humoru lektura. Ze szczególnym happy endem. Nieco śmiertelnym…
Więcej o książce "Brudna robota" Zobacz tę pozycję w księgarni Lideria |