|
Świat po Orwellu ..„Rok 1984” Georga Orwella to powieść, na którą z coraz większą namiętnością powołują się kręgi polityczne, ale chyba wciąż zbyt wąski ich margines zdaje sobie sprawę z faktu, że sami w praktyce realizują świat opisany przeszło pół wieku temu. Bo czymże są dzisiejsze nagonki na wszelkie nietradycyjne praktyki seksualne, politycznie niepoprawne poglądy, czymże są wszelkie raporty, nakazy i zakazy dotyczące wszystkich dziedzin życia społecznego, jeśli nie echem „seksozbrodni”, „dwaplusdobrych kwakwomówców”, wszędobylskich oczu i uszu „Wielkiego Brata”?
I tylko zastanawia mnie jeden szczegół. Czy to Orwell miał tak przenikliwą wizję przyszłości, czy też bliżej nieokreślone grupy nacisku, wpływu, takie czy inne lobby uznało, iż dla ich dobrego interesu należałoby urządzić świat według Orwella? Jedno jest pewne – takim światem rządzi się łatwiej, w takim świecie wszystko jest jasne i przejrzyste dla Wielkiego Brata, dla maluczkich zaś jest wystarczająco pokręcone i zaciemnione, by nie mieli już sił ani ochoty na jakikolwiek bunt, a przynajmniej, żeby nie wiedzieli, z kim walczyć i kto jest pociągającym za sznurki Big Brotherem.
Po lekturze „Roku 1984” jestem jednak raczej skłonna przychylić się do pierwszej opcji i uznać, że Orwell był wizjonerem, a przynajmniej człowiekiem logicznie myślącym, który po prostu wyciągnął wnioski z II Wojny Światowej, terroru stalinowskiego i rozpoczynającej się powoli zimnej wojny. Kolejne bowiem lata, począwszy od roku śmierci autora, tj. 1950, toczyły się zgodnie z tym, co wydedukował na kartach swej powieści – zwalczające się supermocarstwa, samonakręcająca się spirala nienawiści, podejrzliwości i konspiracji, coraz powszechniejsze zbrodnie, inwigilacja, znikający bez śladu ludzie niewygodni dla władzy, podwójne życie wyrażające się „dwójmyśleniem”, pochody na cześć Wielkiego Brata mające na celu oderwanie ludzi od rzeczywistości i wpojenie im umiłowania Partii i tym podobne brednie, będące na porządku dziennym w czasach zimnej wojny zarówno w państwach z bloku sowieckiego, jak i amerykańskiego. W tym drugim bloku Wielki Brat zdawał się być, przynajmniej w czasach komuny, nieco bardziej humanitarny i prawy, przez co niemal każdy pozostający pod wpływem Złego Brata śnił sen o Ameryce.
A dziś? Cóż, doczekaliśmy się wejścia Big Brothera zza oceanu do naszego kraju i… okazał się być niczym więcej, jak kolejnym wcieleniem wizji Orwella – dobry czy zły, po prostu pociąga za sznurki i tyle. Co gorsza doczekaliśmy się jego rodzimej odmiany… Czy zatem świat na zawsze jest już skazany na wciąż nowe wersje Orwellowskiej rzeczywistości? Czy jest jeszcze gdzieś jakiś inny świat? Orwell nie udziela na to pytanie odpowiedzi wprost, ale wprowadza do akcji parę zakochanych młodych ludzi – Winstona i Julię, których miłość trwa wbrew zakazom, pomimo inwigilacji, tworząc w ten sposób swoiste getto normalności w nienormalnym świecie Wielkiego Brata. Odpowiedź wyciągnie sobie czytelnik niestety sam, bo też sam musi podjąć decyzję, czy chce być wiernym wyznawcą ideologii „wielkobratniej”, czy też chce żyć własnym życiem, chce po prostu kochać pomimo zakazu miłości.
Ja ze swej strony gorąco polecam lekturę szczególnie tym, którym powyższa recenzja wydaje się zbyt daleko idącym wnioskiem, oraz tym, którzy nie rozumieją dzisiejszej rzeczywistości i jej prawdziwych podstaw funkcjonowania, być może na kartach „Roku 1984” odnajdą rok 2007.
Więcej o książce "Rok 1984" Zobacz tę pozycję w księgarni Lideria |