|
Modlitwa o deszcz ODCZUĆ ZNACZY ZROZUMIEĆ.
Książka reportażowa, jakich wciąż jeszcze zbyt mało na naszym rynku księgarskim. A szkoda, bo jak zaświadcza twórczość Wojciecha Jagielskiego, drzemią w naszych dziennikarzach - podróżnikach niezwykłe siły twórcze. Niezwykłe, bo podobnie jak wcześniej Ryszard Kapuściński, Jagielski objawia się nie tylko jako dobry reportażysta. Jednocześnie okazuje się być doskonałym znawcą tematu – historii i aktualnej sytuacji Afganistanu, psychologiem potrafiącym zajrzeć w dusze i mózgi i świetnym obserwatorem. Jest wreszcie wykładowcą – cierpliwym i spokojnym. Może sobie na tę cierpliwość pozwolić, ma czas i miejsce – ponad 400 stron pasjonującej w rezultacie lektury.
Choć książka jest wykładnią historii, to nie jej przedstawienie jest celem, a zrozumienie motywów działania i istnienia w ogóle człowieka żyjącego i myślącego według całkowicie różnych od naszych praw. Próba odczucia świadomości ludzi posiadających absolutnie inną wizję świata - i doczesnego, i późniejszego, wyposażonych w odmienne doświadczenia i wiedzę, wyrosłych z innej tradycji, wśród innej przyrody. Innych niż my – Europejczycy zdziwieni, że ktokolwiek może żyć nie według reguł, jakie uznaliśmy za wzorowe i jedynie właściwe.
Zrozumienie aż takiej inności wydaje się rzeczą niemożliwą. Tymczasem tekst dobrego reportażysty i pisarza może - okazuje się - przybliżyć nas do przeżycia rzeczy niemożliwej.
Narrator prowadzi czytelników ze sobą do kwater i biur kolejnych – aktualnych lub dopiero co obalonych i zdradzonych – afgańskich przywódców. Tam każe nam przysłuchiwać się ich słowom oraz własnym przemyśleniom opartym na bardzo konkretnej, rzetelnej i bogatej w szczegóły, nazwy i liczby wiedzy.
Fakty jednakże są najmniej istotne. Najważniejsze to odczuć sposób myślenia bohaterów – eksperymentalnie i tylko na czas trwania lektury – tok rozumowania narodu afgańskiego. Pozbyć się na chwilę własnych przyzwyczajeń i przesądów narodowych-społecznych, etycznych i przez moment poczuć się Afgańczykiem, dla którego te same pojęcia mają odwrotne nieraz niż dla nas znaczenie. Jak choćby pojęcie zdrady funkcjonujące wprawdzie w afgańskim słowniku, posiadające jednak zupełnie inną konotację. Afgańscy bojownicy co rusz opuszczają swoich przywódców i przechodzą na stronę przeciwnika, jeśli tylko w workach z prezentami w postaci broni i pieniędzy ukaże się dno. Nikt nie przywiązuje wagi do niedawnych dobrodziejstw, ani obdarowywani, ani obdarowujący. W kraju, gdzie przeżycie jest nie lada sztuką, nie ma miejsca na sentymenty, w związku z tym również na pojęcie zdrady rozumianej tak, jak przez Polaka czy Brytyjczyka. W ustach Afgańczyka traci ono negatywne konotacje. Myślę, że jego siłę emocjonalną można określić jako obojętną.
Kraj, w którym ukrywa się jeden z najpotężniejszych ludzi dzisiejszych czasów warto poznać choćby po to, by kiedyś potrafić zrozumieć koleje historii. Bo z całą pewnością nie przejdzie ona mimo nas niezauważalna. Cokolwiek wydarzy się tam, w Afganistanie, cokolwiek stamtąd weźmie swój początek, zostawi swoje piętno również na każdym a nas. Być może to Afgańczycy, mimo wszystko, wyjdą z opresji obronna ręką – są przyzwyczajeni do wojennej zawieruchy.
T. Różewicz spopularyzował kiedyś poprzez poezję przekonanie o przewartościowniu wartości przez wojnę. Afganistan, gdzie wojna trwa niemal bezustannie, jest miejscem, gdzie wartości ze swej natury są względne. Gdyby więc patrzeć na ten kraj okiem Europejczyka, jawiłby się jako piekło na ziemi, niemożliwa wręcz potworność. Potworności można się tylko bać. To jeden z powodów, dla których Afganistan należy poznawać patrząc okiem i czując sercem Afgańczyka.
Więcej o książce "Modlitwa o deszcz" Zobacz tę pozycję w księgarni Lideria |