|
Żydówką była myśl i panna młoda, i babcia klozetowa, i kierowca autobusu... Jakiż tytuł rzucający się w oczy, przykuwający uwagę. Jak czytałem książkę, to chyba połowa znajomych podeszła i patrzą, co to za powieść, taka jakaś „żydówkowa”. No to im mówię, że to właśnie taka powieść, z tą różnicą tylko, że wcale nie tak jak myślą, a może nawet trochę tak, ale jeśli już to mało. No i koniec pytań o czym to i w ogóle. Bo niby jak mam powiedzieć o czym to, skoro sam nie wiem. Czytam i nie wiem. O wszystkim, o każdym, o niczym, o nikim.
„Żydówek nie obsługujemy” jest trzecią książką Sieniewicza, zbiorem różnych form, budujących w efekcie pewną całość. Całość to dziwna, ale ciekawa i warta poznania. Pozwolę sobie przytoczyć moje dwa ulubione cytaty z książki. Pierwszy bardzo osobisty, osobowy może lepiej, drugi natomiast to coś ogólnego - takie przytoczenie obserwacji, które jakoś wszyscy mamy rozlokowane gdzieś po szarzyznach łba.
1.
- Chodź, babciu. - Wyciągnąłem ręce bez chwili namysłu. Kiedyś byłem harcerzem. [...]
- Odejdź. Nie chcę - żachnęla sie urażona. [...] - No to pomóż... - sapnęła w końcu z rezygnacją - Nie będę tu siedzieć do usranej śmierci. Koledzy czekają. [...]
- No, dawaj, babcia! Za wysoko, żebym cię zdjął. Musisz rzucić mi się w ramiona. Nie bój się. Utrzymam.
- Ale na pewno?... Nie puścisz? Złapiesz tak, żebym nie upadła? [...]
- Dam radę - przytaknąłem jednak. - Nie takie babcie chwytałem.
- Dobra! Łap, kurwa, łap!
No i dupa! Walnęła piersią w moja głowę, rozgniatając mi nos, a tyłek jak został w prętach, tak został i tkwił w bolesnym rozdarciu. [...] Jakby tego było mało kapeć jej się zsunął z nogi i upadł na ziemię.
- Kapeć! Podnieś go!
- Chuj z kapciem. Później!
2.
Zwycięzcy dobijają pokonanych. Diabeł rządzi Brukselą, Warszawą, Bagdadem. Papież jest białą, drżącą prośbą w watykańskim oknie. Debile wygrywają w teleturniejach, Chińczycy są wkurwieni, wzrasta nakład gazet codziennych. W błyskach fleszy politycy liżą się po mordach... Europa jak wydymana metafora...
Cały tekst to wielka papka wszystkiego, w której ciężko się poruszać. Najeżona jest wulgaryzmami i bluźnierstwem, a jednak mówi to co każdy myśli. Taka jest książka „Żydówek nie obsługujemy”.
Połowy rzeczy nie wolno brać tutaj na serio, a jednak nieraz trzeba. Taką ma autor umiejętność wychwycenia naszej codzienności. Stawia ją do góry nogami, ale jednak pozwala być rządzona zasadami, które wszyscy znamy i stosujemy, niestety, w życiu. Tak często, że żal d... ściska. Przykładem na to jest pierwsze opowiadanie, w którym pojawia się kwestia: „Posuń się, bo ja cię posunę”, około siedemnastu razy, jeśli dobrze policzyłem ;-) Tutaj jest i humor, i groteska. Smutna rzeczywistość wyniesiona do rangi najważniejszego priorytetu.
Książka ma cztery punkty, bo się czasem dłuży i nuży (takie rymy często spadają koło siebie w tym tekście, żeby spotęgować wrażenie papki pophopmediakulturośmietniskowej) w swojej rozciągłości, ale warto ją przeczytać choćby dla niektórych kawałków. Tak fajnie pikantnych, bo znanych z ulicy, tak bardzo żydowskich jak ty i ja.
Więcej o książce "Żydówek nie obsługujemy" Zobacz tę pozycję w księgarni Lideria |