|
Diabelskie drzewo Im silniejsza moc moich pieniędzy, tym ja jestem silniejszy... Dlatego to, kim jestem i co mogę zrobić, w żaden sposób nie zależy od moich cech osobistych. Jestem brzydki, ale mogę kupić najpiękniejszą kobietę, co faktycznie oznacza, że nie jestem brzydki, ponieważ brzydota zostaje zniszczona przez pieniądze. Jestem złym, nieuczciwym, pozbawionym skrupułów i głupim człowiekiem, ale pieniądze wzbudzają szacunek, zatem wzbudza go również ich właściciel. Pieniądze są najwyższym dobrem i w konsekwencji ich właściciel też jest dobry. Co więcej pieniądze oszczędzają mi problemu bycia nieuczciwym, przez co uważa się mnie za uczciwego. Dzięki pieniądzom mogę mieć wszystko, czego ludzkie serce zapragnie. Czy nie posiadam przez to wszystkich ludzkich zalet? Czy pieniądze nie zamieniają wszystkich moich braków w ich przeciwieństwo?
Kiedy ogarniał mnie nastrój do żartów, stawałem na skrzyżowaniu dróg za Bangkokiem, żeby czekać na wieśniaków powracających z targu swoimi wózkami. Wieśniacy po całym dniu palenia opium, zdawali się na swoje osły, ufając, że odnajdą drogę do domu. Kiedy dojeżdżali do miejsca, w którym czekałem, chłopi już spali. Za każdym razem gdy zbliżał się wózek, wyskakiwałem z samochodu i nie budząc woźnicy zawracałem osła, po czym patrzyłem jak się oddala, ciągnąc pojazd za sobą. Pewnego dnia zawróciłem 20 wózków. Czy to ja byłem narzędziem przeznaczenia każdego z woźniców, czy też ci wieśniacy byli narzędziem mojego przeznaczenia?
Jako dzieci, ja i Karen odkrywaliśmy wspólnie seks. Wymyśliliśmy własne nazwy: "szparka" i "szczygiełek" dla naszych narządów płciowych. Karen chciała wiedzieć, gdzie znajduje się mój szczygiełek, kiedy jadę na rowerze. Czy leży na siodełku, czy zwisa po jednej stronie? Czy spłaszcza się, kiedy kładę się na brzuchu? Ja ciekaw byłem, jak głęboka jest jej szparka i czy podczas pływania napełnia się wodą. Czy można ją zakleić taśmą? Czy można w niej schować pieniądze? Odkrywanie siebie nawzajem wyzwoliło uczucia, które domagały się artykulacji, potrzebowały języka miłości i poświęcenia, jakiego jeszcze nie nabyliśmy czy też nie rozwinęliśmy w sobie. Tak więc, żeby wyrazić to
co czuliśmy, udawaliśmy, że jesteśmy bohaterami z wymyślonej bajki: Karen była piękną lady Forsythią, a ja lordem Willow of Brook, jej nieśmiałym kochankiem i obrońcą. Zmieniając głos Karen telefonowała do mnie i przedstawiała się jako lady Forsythia. W końcu moja guwernantka, uważając, że jej obowiązkiem jest znać moich przyjaciół, zapytała mnie, jak spotkałem lady Forsythię.
- Zostałem jej przedstawiony przez jej przyjaciela, lorda Willow of Brook - odparłem. - Wie pani, oni są kochankami.
Jeszcze bardziej zaintrygowana guwernantka wypytywała mnie dalej.
- A gdzie poznałeś tego lorda Willow of Brook?
- Gdzieżby indziej, jak nie w domu Yugo Slava? - odparłem.
- A któż to jest ten Yugo Slav?
- Yugo Slav? Pewien miły facet z Jugosławii. On też jest zakochany w lady Forsythii.
Moja guwernantka była zaszokowana.
- Jesteś taki młody Jonathanie i już znasz tak przedziwnych ludzi - jęknęła.
Spotkałem w Rangunie Barbarę, niedoszłą absolwentkę Princeton. Poznałem ją z opium, a ona mnie między innymi z pewną panią o nazwisku Llewelyn, która po śmierci męża została sama w Rangunie. Pewnego dnia pani Llewelyn zaprosiła nas do siebie. Podczas lunchu Barbara poskarżyła się pani Llewelyn na hotel, w którym oboje mieszkaliśmy. Starsza pani zaproponowała żebyśmy się przenieśli do niej na parę dni, podczas gdy ona pojedzie odwiedzić swoją chorą przyjaciółkę. Pomogłem pani Llewelyn przygotować samochód do podróży. Następnego dnia wyjechała. W łóżku tej nocy Barbara powiedziała:
- Przyjemnie byłoby mieć ten dom na własność. Moglibyśmy tu mieszkać, palić fajki i nikt by nam nie przeszkadzał.
- Łatwo mógłbym się pozbyć pani Llewelyn - odparłem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- No nie wiem. Jest stara i samotna. Nie ma prawie żadnych krewnych. A ponieważ co jakiś czas podróżuje, nikt by nie zauważył, że nie wróciła. - Nie wygłupiaj się. To nie jest hollywodzki dreszczowiec. Śpij.
Później próbowałem się z nią kochać, ale chociaż wypaliła fajkę tuż przed pójściem do łóżka, nie odpowiadała na moje pieszczoty. Tego dnia, kiedy pani Llewelyn miała wrócić, czekaliśmy do północy, ale gdy nie pojawiła się do pierwszej nad ranem poszliśmy spać. Godzinę później obudził nas odgłos samochodu. Powiedziałem Barbarze, żeby spała dalej, a ja pomogę starszej pani wnieść bagaż. Kiedy obudziłem się rano Barbara była już ubrana.
- Gdzie jest pani Llewelyn? - zapytała.
- Nie wiem. Jeszcze nie wróciła.
- Przecież słyszeliśmy, jak przyjechała w nocy. Powiedziałeś, że pójdziesz jej pomóc. A teraz nie ma jej w pokoju i nie ma jej auta.
- Powiedziałem ci, że nie przyjechała. Słyszeliśmy jakiś inny samochód.
Barbara rozzłościła się.
- Przestań się wygłupiać. Gdzie jest pani Llewelyn?
- Myślę, że gdzieś jest. Każdy gdzieś jest. Na twoim miejscu już bym się o nią nie martwił. Teraz dom jest nasz.
Mieszkaliśmy w domu pani Llewelyn przez dłuższy czas, kochając się i paląc opium na przemian. Pewnego ranka usłyszeliśmy jak na podjazd wjechał samochód. Wstaliśmy z łóżka i powlekliśmy się do okna. Pani Llewelyn próbowała wciągnąć przez drzwi ogromną walizę. Barbara z trudem hamowała złość.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - krzyknęła.
- Co miałem ci powiedzieć? Że dałem starszej pani pieniądze na wakacje w Anglii?
-----------------------------------------------------------------------
Bohaterem powieści Jerzego Kosińskiego pt."Diabelskie drzewo" jest Jonathan Whalen, syn amerykańskiego króla stali. W ucieczce przed wojskiem wędruje po świecie, często zmieniając miejsce pobytu. Tam zdobywa swoje pierwsze doświadczenia związane z seksem i narkotykami. Po śmierci rodziców wraca do Stanów dziedzicząc ogromną fortunę. Mało który człowiek może się poszczycić takim bogactwem, jednak Whalen nie jest szczęśliwy. Sprawdza się tu powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają. Bohater "Diabelskiego drzewa" jest nie mniej wyobcowany ze społeczności, w której przyszło mu żyć niż bohaterowie innych powieści tegoż autora - chłopiec z "Malowanego ptaka" czy Fabian z "Pasji" - i równie jak tamci samotny.
Nie popełnię błędu, jeżeli powiem, że jest to książka inna niż wszystkie. Momentami zabawna, momentami przerażająca, niekiedy również dająca dużo do myślenia. Powieść obfituje w mnóstwo ciekawych opisów, podobnych przedstawionym tu przeze mnie. Tym, którzy nie znają twórczości Kosińskiego, jak również tym, którzy ją znają, gorąco polecam.
Więcej o książce "Diabelskie drzewo" |