|
Anioły i Demony Czy mieliście kiedyś ochotę wejść do księgarni i kupić książkę nieznanego autora kompletnie "w ciemno", bez żadnej wiedzy ani o nim, ani o książce? Ja tak. Niestety byłem w hipermarkecie, a zamiast dobrze zaopatrzonej księgarni trafiłem na mizerny regalik z kilkoma książkami. Tak więc do szczęścia było daleko, ale postanowiłem, że wytrwam w moim postanowieniu i kupię coś innego niż zazwyczaj, coś świeżego.
Mój wzrok przykuła okładka książki Dana Browna pt. "Anioły i Demony". Napis na pierwszej stronie głosił: "Najinteligentniejszy Thriller Roku!", cokolwiek miałoby to znaczyć. Na końcu także pochwalne zdania na temat młodego autora, jakoby pobił pod względem popularności "Grishama". Trzeba przyznać, iż już to zdanie jest wyśmienitą rekomendacją. Włożyłem więc tę pozycję do koszyka i ruszyłem w stronę kasy.
Intryga w książce Browna jest dobrze ułożona, i człowiek jest ciekawy co stanie się dalej. Historia opowiada o losach znawcy symboli i wykładowcy na Harvardzie, Roberta Langdona, który zostaje poproszony o pomoc w schwytaniu bractwa Illuminatów, które ukradło nową technologię zwaną Antymaterią. Wszystko było by dobrze, gdyby takie bractwo istniało, jednak od lat nie było żadnej wzmianki o reaktywacji tej grupy. Antymateria zostaje umieszczona na terenie Watykanu. Jedna jej kropla może zniszczyć stolicę chrześcijan u progu wyboru nowego papieża. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Trzeba odnaleźć zgubioną bombę i odwieźć ją przed czasem do CERN-u, gdzie zostanie zabezpieczona.
Fabuła dowodzi więc, że książka będzie ciekawa. Nieoczekiwany zwrot końcowej akcji jest także ogromnym plusem tej książki. Niestety, jak przystało na poczatkującego pisarza, powieść jest "przegadana". Można by spokojnie odjąć jakieś dwieście stron, które niestety przeszkadzają uwadze czytelnika, rozpraszają go. Dialogi są przesolone, jest w nich zbyt wiele sztuczności, jak też i w samych portretach postaci. Plastik! Po prostu plastik! Jeśli więc akcja się miło rozrasta, a końcowy zwrot jest oszałamiający, to gęste, nieistotne dialogi rozładowują całe emocje z czytelnika.
Napisałem wcześniej, że moją uwagę przyciągnął napis "Najinteligentniejszy thriller roku!", pomimo, iż nie byłem przekonany, co to może oznaczać, bo nie zwykłem opisywać książek, że są inteligentne, a co najwyżej inteligentnie napisane, chociaż to i tak nieciekawe określenie. W połowie lektury wiedziałem już co oznacza ten przypis i jak bardzo daje się we znaki odbiorcy. Chodzi tu o to, że bractwo Illuminatów oraz związane z nimi sprawy są opisywane fachowym językiem. I tak na przykład kiedy Robert Langdon tłumaczył szefowi CERN-u genezę bractwa posługiwał się nazwami, znanymi jedynie wtajemniczonym, bądź ludziom z ogromną erudycją. Jednak nic straconego dla czytelnika, bo niedoświadczony rozmówca profesora po chwili pytał się co znaczy wypowiedziane przed chwilą słowo. Uprzejmie było to natychmiast wyjaśniane wzorem:
X to oznacza starodawne... Powstało w ... Mówię o tym ponieważ...
Na początku wydawało się to przyjemne, gdyż można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Ale po czasie przypomniałem sobie, że to miał być thriller a nie encyklopedia !!! I kiedy człowiek dochodzi do połowy tej książki, i zaczynają się tłumaczenia rzeczy banalnych, które rozumie i zna od dawna, to omija te ustępy. Przepraszam za wyrażenie, ale książka przez to robi się naprawdę rozlazła i nudnawa. Więc jeśli już się zdecydujecie to nie czytajcie jej nocą, bo łatwo zaśniecie.
Jak już wspomniałem końcówka jest zaskakująca, lecz potrafi człowieka szczerze zawieść. To nie jest to czego się spodziewamy i niekoniecznie musi każdemu odbiorcy przypaść do gustu. Ja się zraziłem tym z lekka fantastycznym, oraz końcową, bardzo powierzchowną, pustą sceną sztuczności bohaterów powieści Browna.
Reansumujac, książka mi się nie podobała. Miała dobre noty na starcie, lecz w miarę czytania (przedzierania się przez nudne dialogi i słabe, krótkie, nieplastyczne opisy) było coraz gorzej i gorzej. Kto się nie zraził to może sobie kupić, ja jednak za tą samą cenę wybrałbym tego "pobitego na głowę pod względem popularności" (ostatnia strona okładki) "Grishama".
Fakt, iż ta książka ma ładniejszą okładkę i lepiej się prezentuje. Tylko napisana amatorsko i bez polotu. Ale kto dziś patrzy na treść... ;-)
Więcej o książce "Anioły i Demony" Zobacz tę pozycję w księgarni Lideria |