Strona Główna
   Książki
 Recenzje
 Autorzy
 Biografie
 Nowości i zapowiedzi
 E-books
 Felietony
 Konkursy
 Wywiady
   Zarejestruj się
 Dodaj materiał
   Redakcja
 Linki
 Współpraca
 Partnerzy
  • Wyszukiwarka

  • Polecamy
    Najlepsze strony o literaturze
  • Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami...

    Szaleństwo wielkiej emigracji trwa! Bilety lotnicze tanich linii na kurs do Anglii czy Irlandii rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Nie ważne kim jesteś – bankowcem z kilkuletnim doświadczeniem, informatykiem, świeżo upieczonym magistrem, hydraulikiem czy pielęgniarką – Zachód wzywa. Kto może, bierze nogi za pas i czym prędzej ucieka z polskiego bagna.

    Trudno się dziwić, że tak wiele rodaków – bez względu na wiek czy kwalifikacje zawodowe – decyduje się na tułaczkę po świecie. Polski rząd, aby zachęcić obywateli do pozostania w kraju podwyższył płacę minimalną o... 37 złotych. Ręce opadają. Aby pozostać o zdrowych zmysłach, wyjeżdżamy na Zachód, aby pracować za cztery razy większe pieniądze niż dotychczas. Choć koszt utrzymania się i opłaty np. za opiekę zdrowotną są za granicą o wiele wyższe, liczba potencjalnych zer na koncie sugestywniej przemawia do wyobraźni. Na wyjazd decydują się już nie tylko osoby z dobrą znajomością języka. Aby przetrwać w krajach anglosaskich wystarczy umiejętność operowania czterema podstawowymi zwrotami: „Fenk ju”, „Sory”, „Jes” oraz – sztandarowe – „Fak of”. Oczywiście gestykulacja rąk w stylu „wiatrak” podkreślająca to, o czym mówimy – mile widziana. No cóż, wkrótce Anglicy aby porozumieć się z obsługą w londyńskich barach, będą musieli nauczyć się polskiego.

    Z niepokojem obserwuję, jak kurczy się moje własne podwórko. Cztery osoby z klasy w liceum wybrały edukację zza granicą. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo za pięć lat, gdy większość z nas osiągnie upragniony tytuł magistra. Podczas prób skrzyknięcia starych znajomych, nagle okazuje się, że ktoś siedzi na zmywaku w Anglii lub pracuje jako kelner, niektórzy spędzają wakacje na plantacji truskawek w Niemczech, a inni niańczą dzieci w USA. Broń Boże, nie neguję tutaj operatywności i przedsiębiorczości młodych Polaków. Jeżeli ktoś chce zarobić pieniądze na studia, kursy językowe, szaleństwa wakacyjne – wszystko jest w normie. Gorzej, gdy podczas takich letnich wyjazdów złapiemy bakcyla. Później już coraz trudniej reemigrować do dusznej rzeczywistości w Polsce. Wiele osób wraca do kraju, by po kilku miesiącach pojechać na Wyspy z powrotem. Dlaczego? Bo tam „można godnie żyć”, „u nas nie ma perspektyw”, a „świat stoi dla mnie otworem”. Później pozostaje już nic innego, jak wpisać się w nowy trend: „mieszkamy w Anglii i jesteśmy w ciąży”.

    Boimy się szmatławej polskiej rzeczywistości, walki o każdy dzień, ciułania byle do pierwszego. O wakacjach czy luksusach można zapomnieć na dobre kilka lat, dopóki „czegoś” nie uzbieramy na koncie. Ale czy naprawdę w dzisiejszych czasach liczą się tylko pokaźne sumy na rachunkach oszczędnościowych? Dlaczego o naszej samoocenie i wartości ma decydować wysokość wynagrodzenia? Wyjechaliśmy, aby zarobić i wrócić. Ale jakoś rodzice nie potrafią z nas wydusić, kiedy zawitamy w ojczyźnie na stałe. Co nas „tam” trzyma? Spokój, ład, czyste chodniki, drogi bez dziur, brak Leppera w rządzie i możliwość wyboru. Marzysz o najnowszym modelu Forda, wakacjach w Maroko, nowym telewizorze – weźmiesz pracę po godzinach. Tu zawsze znajdziesz rozwiązanie. W Polsce – tylko ślepy zaułek.

    Czy naprawdę wszystko można przeliczyć na funty?

     
    Dodał: Agnieszka Moskwa
     
    Ocena internautów: 6 / 6     Głosów: 1
     
     

    K  O  M  E  N  T  A  R  Z  E    (ilość: 5)

    dodał: marta

    data: 27-06-2007

    treść: Do Aleksandry-czynsze poszly w gore ze wzgledu na prawo popytu i podazy, nie ma to nic wspolnego z tym, czy Anglicy nas lubia, czy nie. Zapewne czynsz dla samego Anglika tez jest wyzszy niz przed otworzeniem rynku pracy dla Polakow.
    Pozdrawiam
    Marta

     

    dodał: Agnieszka Moskwa

    data: 17-05-2007

    treść: Panie Kajko,
    bardzo dziękuję za konstruktywną krytykę, ponieważ nie ukrywam, iż taką cenię sobie najbardziej.

    Jeżeli chodzi o Pana uwagi co do tekstu: nie uważam, aby był on pozbawiony osi głównej. Po pierwsze: w tekście piętnuję konformizm Polaków, wybór prostszej drogi. Jeżeli ktoś zamierza wyjechac za granicę w celu zdobycia wykształcenia, praktyki - wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy postanawiamy zostać tam na stałe, wstydzimy się swych korzeni i obrzucamy własny kraj błotem.

    Po drugie: celem owego felietonu jest krytyka konsumpcjonizmu i wyboru łatwiejszej drogi życiowej. Dlaczego bowiem wyjeżdżamy na Wyspy? Aby zakupić nowy samochód, wybudować dom, zarobić na ekskluzywne wakacje. Czy naprawdę to jest najważniejsze? Dlaczzego naszym życiem rządzi pieniądz? Gdzie miejsce na ofiarność, uczucia, realizację swych pasji? Pytanie retoryczne na końcu tekstu ma zmusić cztelnika do refleksji nad jego systemem wartości.

    Nie odczytał Pan owego felietonu wg mojego zamysłu - ale to urok form publicystycznych. Każdy ma prawo do własnej intepretacji, a im więcej sposobów odczytania, tym lepiej.

    Dziękuję za uwagi i komentarz.
    Serdecznie pozdrawiam,
    Agnieszka Moskwa

     
    Zobacz więcej komentarzy   |   Dodaj swój komentarz
  • Menu podręczne
  • Drukuj
    Powiadom znajomego
  • Oceń ten felieton

  • Nowa recenzja
  • Lituma w Andach
    Lituma w Andach
    Mario Vargas Llosa
  • Polecamy
  • Księgarnia
  • Jak ryba w wodzie. Wspomnienia
    Mario Vargas Llosa
    Jak ryba w wodzie. Wspomnienia
    49,90 zł 42,40 zł
    KUP TERAZ!
  • Logowanie
  • Login: 
    Hasło: 
    Zarejestruj się
     
    Wszelkie prawa zastrzeżone. Internetowe Imperium Książki © 2002 - 2010
    Serwis monitorowany przez: statystyki www stat.pl ^^^
    teatr warszawa