Homo socialis, czyli satyra na dobro wspólne
Społeczeństwo to zaiste zadziwiający twór.
Zdałoby się, że realny,
a jednak sztuczny.
Ponoć wszystkim potrzebny,
a jakże niebezpieczny.
Zwolennicy powrotu do natury
sugerują zerwanie z ramami kultury.
Socjologowie, czyli istoty profesjonalnie społeczne,
zapewniają, że chociaż nie niezmienne
to z pewnością życie wspólne jest konieczne.
No i pozostaje jeszcze
- rzecz całkiem oczywista -
to pytanie złowieszcze:
skąd się wziął w tym dziele wspaniałym
dziwny wyjątek - pyta kazuista,
ktoś tak niedoskonały,
można by powiedzieć - niedojrzały,
taki niechciany kwiatek,
utrapienie wszystkich matek...
Chwila, moment... może myśmy sami go wyhodowali,
ale skądże by to - przecież myśmy dobru wspólnemu hołdowali...!
Nie, to nie nasza wina!
To z pewnością błąd w sztuce - niewłaściwe DNA!
Zaraz, zaraz w takim bądź układzie
z podobnym defektem będzie jeszcze kilku na składzie!...
Zarządzamy zatem, co następuje:
niechaj nikt bez badania plemników,
jajeczek, jąder, macicy, mózgu i jajników
więcej potomków nie produkuje.
Nakaz ten obowiązuje
do odwołania.
I niech nikogo nie dziwią nasze żądania,
bo przecież - w myśl dobra wspólnego -
nie chcemy mieć u siebie nikogo chorego.
|