Era „szklanej pułapki”, czyli świat według homo virtualis
Miejsce akcji – kościół, nawa boczna. Czas akcji – msza święta. Bohaterowie – „para” nastolatków. Słowo „para” wzięte w cudzysłów, gdyż trudno ustalić, o jaką parę chodzi – dwoje niezwiązanych ze sobą osób czy też związek dwojga młodych ludzi, co nie pozostaje bez znaczenia dla pełnego zrozumienia akcji. Wreszcie sama akcja – „akcja kciuk”, czyli namiętne wysyłanie sms-ów przez rzeczonych bohaterów.
Zaiste dramatyczny był to dla mnie obrazek, którego świadkiem miałam możliwość zostać niejako z przymusu, z powodu usytuowania swojej osoby w pobliżu bohaterów. Ktoś powie: Oj, od razu taki ciężki kaliber – dramatyczny obrazek! Nie można by bardziej lajtowo, z postępem? Uwaga! będzie lajtowo – „zapodam” odpowiedź: Zapewne można by, tylko że jak świat światem człowiek potrzebuje człowieka i kiedy tenże człowiek jest wśród ludzi, w jakiejś tam grupie, ba! z kimś bliskim lub co najmniej znajomym i nie dąży do nawiązania relacji z realnymi osobami wokół, ale zamyka się w „szklanej pułapce” – telefonie, komputerze, telewizorze czy czym tam jeszcze, to żaden postęp nie zmieni faktu, że tenże człowiek działa wbrew swojej naturze. Stąd jest to dramatyczny obrazek, bo nawet zwierzęta żyją w zgodzie ze swoją naturą, a tylko człowiek ją gwałci.
Ktoś powie: Ależ sms, e-mail, chat, gg, skype to też forma nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem, a więc ten, kto tego używa, nosi w sobie pragnienie tegoż kontaktu. Odpowiem: Tak. I owszem. I zapytam: A czy tenże użytkownik nowych form komunikacji ma jeszcze pragnienie podania komuś dłoni, spojrzenia w oczy, posiedzenia w ciszy ze swoim kolegą, tatą, bratem, porozmawiania o byle czym z mamą, żoną, mężem, pobawienia się ze swoim dzieckiem czy rodzicem? Czy potrafi opisane czynności jeszcze wykonać? Jeśli tak, to rzeczywiście nie zatracił pragnienia kontaktu i umiejętności zaspokajania go, a wymienionych komunikatorów używa li tylko jako formy zastępczej, gdy nie można spotkać się osobiście. Jeśli na powyższe pytania udziela przeczącej odpowiedzi, to powinien zastanowić się, czy aby pragnienie kontaktu z drugim człowiekiem nie zostało w nim wyparte przez pragnienie używania komunikatora dla samej przyjemności korzystania z niego.
Ktoś powie: To zbyt płytka analiza! A może ja nie umiem nawiązać kontaktu z tymi, z którymi żyję pod jednym dachem, pracuję w jednym biurze, stoję w tym samym kościele? Może mierzi mnie ich obojętność, chłód, obłuda? Może oni też są zamknięci w „szklanej pułapce”?! Odpowiem: Obawiam się, że moja analiza była zbyt płytka, że rzeczywistość jest daleko bardziej dramatyczna, a ludzkość zgwałciła własną naturę i weszła w erę, którą nazwałabym erą „szklanej pułapki”. Obawiam się, że każdy z nas ma większe czy mniejsze problemy z nawiązaniem kontaktu, że nasze relacje są coraz słabsze, coraz bardziej płytkie, cool, lajtowe, że z ludzi przekształciliśmy się w ziomali – Boże!, co to w ogóle jest, czy to oznacza, że wtórnie będziemy lepić ziemianki, a może już to robimy?, że ewolucja pchnęła gatunek homo sapiens w kierunku homo virtualis, że wreszcie dzieje się to wszystko, czy tego chcemy, czy nie!!!
Chyba taki jest po prostu kierunek rozwoju ludzkości – była epoka kamienia, era żelaza, średniowiecze, barok, modernizm, teraz mamy erę „szklanej pułapki”, erę wirtualnych, cyfrowych kontaktów międzyludzkich, dokonujących się na szklanym ekranie.
Tylko jedno nie daje mi nadal spokoju. Tamte epoki układają się gradiacyjnie, niczym schody pnące się na kolejne piętro – co epoka, to stopień wyżej, co okres, to nowe odkrycie, nowe możliwości. Jasne, że czasami po trupach, że ludzkość stopniowo stawała się bardziej okrutna, wymyślając coraz brutalniejszą broń, ale generalnie ludzie pozostawali ludźmi. Era „szklanej pułapki” to okres zwirtualizowania rzeczywistości – ludzi, pieniędzy, produktów. Wszystko dzisiaj jest na niby, jak w zabawach dzieci – lody na niby, lekarz na niby, ptak na niby. Czy zatem obecna era to efekt nie postępu, a regresu? Czy cofnęliśmy się do etapu dziecięctwa? Jeśli tak, to wolę nie pytać, dlaczego…
|