Dom Augusty





Autor książki: Majgull Axelsson
Data dodania: 17-11-2010 o 22:19:17

Kategoria: Literatura piękna

Autor recenzji: Katarzyna Bereta
Ocena recenzenta: 4 / 6

Dom Augusty

Dom dojmującego smutku i wyobcowania 

Proza Majgull Axelsson nie jest mi obca. Mogłabym wręcz powiedzieć, że znam ją bardzo dobrze, gdyż „Dom Augusty” był moją czwartą powieścią szwedzkiej pisarki, co oznacza, iż zapoznałam się z całym jej dorobkiem przetłumaczonym na język polski. Zapoznałam się i jakie wyciągnęłam wnioski? Warto było sięgnąć po „Tą, którą nigdy nie byłam” oraz „Kwietniową czarownicę”. To one przekonały mnie o sprawnym warsztacie Axelsson, bogatej wyobraźni autorki oraz o jej prawdopodobnie wrodzonej umiejętności snucia opowieści. Przy „Daleko od Niflheim” przeżyłam kryzys, który, sądzę, nie skądinąd się wziął również i u Majgull, jak tylko z faktu, iż powieść ta była jej debiutem. Zdecydowanie zraziłam się wówczas do pióra szwedzkiej pisarki, ale postanowiłam spróbować jeszcze „Domu Augusty”, mając nadzieję na odzyskanie zaufania do twórczości Axelsson. No i natrafiłam na trudny orzech do zgryzienia.

W typowy dla siebie sposób Majgull Axelsson przeprowadza czytelnika przez wielowątkową historię, opowiadaną w kilku czasoprzestrzeniach naraz. O ile w dwu pierwszych powieściach autorka nie gubi ani na chwilę logiki wydarzeń, chronologii, a przede wszystkim nie traci z oczu sensu całości, o tyle w „Domu…” mam wrażenie dochodzi do, może nie zagubienia, ale rozmycia znaczenia całokształtu.

Oto bowiem Axelsson opowiada nam historię życia Augusty oraz jej dwóch linii potomków. Pierwsza linia, pochodząca od nieślubnej córki – Olgi, zdaje się być odzwierciedleniem wewnętrznego rozdarcia Augusty, jej poczucia krzywdy i zagubienia, niczym fatum powtarza się w niej tragedia prababki – nieślubne związki i poczęcia, nieszczęśliwe dzieciństwo, śmierć. Druga linia pochodzi od ślubnych bliźniąt – Erlanda i Haralda – i kontynuuje w odroślach jakieś wyobcowanie, pustkę, brak zdrowych relacji międzyludzkich, zaczerpnięte ze swoich korzeni. Słowem, zarówno Augusta, jak i jej potomkowie pełni są smutku, niespełnienia, lęku, niepewności, spragnieni zaś uczuć i bliskości, poszukują ich nieraz niezwykle nieumiejętnie, co często prowadzi do tragedii.

Powstaje wszelako pytanie: w jakim celu autorka snuje tak dojmująco smutną, tak przytłaczającą historię, której tłem na dodatek są szwedzkie krajobrazy, będące ze swej natury depresyjne? I tu powstaje problem. Nie znalazłam bowiem odpowiedzi na powyższe pytanie. Nie wiem, dlaczego Axelsson weszła w tak minorowe tony, dlaczego nie rzuciła na całą tę historię choćby małego promyka. Szarość opowieści szeptanych przez dom Augusty, ich depresyjny charakter, brak nadziei na przezwyciężenie rodzinnego fatum zdecydowanie nie odpowiadają mojemu poczuciu estetyki, jak również literackim oczekiwaniom. Albowiem literatura powinna, w moim odczuciu, rozbudzać wyobraźnię, równocześnie dając nadzieję, pomagając przezwyciężyć nudną nieraz prozę życia. Jeżeli celem autora jest opowiedzenie historii, z której nic nie wynika, a która na dodatek wbija czytelnika w nostalgiczny nastrój, to zastanawiam się, czy taka literacka próba jest aby na pewno udana.

„Dom Augusty” to opowieść o kilku pokoleniach tytułowej Augusty, które na różny sposób znajdowały schronienie w jej domu, dzięki czemu może on wyszeptać dzieje swoich mieszkańców. Problem w tym, że dzieje te są smutne i tylko tyle. Z nostalgii i tragedii tej nie wyciągnęłam nic twórczego czy budującego dla siebie, dlatego pomimo sprawności warsztatowej uważam ostatnią przeczytaną powieść Axelsson za raczej nietrafioną. Polecam jednak jej lekturę, bo być może komuś uda się odnaleźć jakieś pozytywne aspekty tego Domu…

Materiał pochodzi z serwisu Internetowe Imperium Książki <http://www.iik.pl>